Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!

You can enable/disable right clicking from Theme Options and customize this message too.

Book Online

* Please Fill Required Fields *
Find us on Facebook

Brzydkie kaczątko

Przygody / No Comment / 5 lipca 2018

Historia z brzydkim kaczątkiem rozpoczyna się w maju, podczas jednej z moich wycieczek rowerowych. Na krótki odpoczynek wybrałem pobliski staw. Myślałem, że będę tam zupełnie sam, ale przywitał mnie mały łabądek, który w asyście mamy właśnie gramolił się dzielnie na brzeg. Obserwuję jeziora i stawy w swojej okolicy od wielu już lat i dlatego zdziwiła mnie obecność tylko jednej puchatej kuleczki – zazwyczaj wykluwa się bowiem ptasim rodzicom 5-6 małych. Urok pisklaka był tak wielki, że po kilku dniach musiałem tam wrócić, żeby znowu nasycić oczy tym uroczym widokiem. Jednak druga wizyta przyniosła niepokój i smutek. Nad stawem zastałem co prawda łabędziątko, ale nie było ani śladu troskliwej mamy. Dzielnego malucha na szczęście przygarnęły kaczki. Kolejnego dnia znowu byłem nad stawem i niestety pisklę dalej było bez rodziców. Znajomy wędkarz spotkany przeze mnie przy brzegu, który nad stawem jest prawie codziennie, opowiedział mi kilka interesujących rzeczy. Otóż, staw z mojej historii nie jest stałym siedliskiem łabędzi, gniazda zakładają tu jedynie do lęgu. Naszym bohaterom na początku maja wykluło się faktycznie 5 ptaków, jednak zaraz po przyjściu na świat potomstwa, łabędzi tata opuścił je i odleciał gdzieś na inny akwen. Maluchy zostały tylko z mamą. Niestety, którejś nocy po ataku drapieżnika został łabędzicy już tylko jeden pisklak. Mama opiekowała się młodym tylko do czasu, kiedy stał się samodzielny. Widząc, że dobrze sobie radzi i jest w stadzie z małymi kaczkami postanowiła poszukać nowego domu, co okazuje się być u tych ptaków typowe. Nie wiem nawet kiedy i jak to się stało, że zacząłem go regularnie odwiedzać i dokarmiać, baczne obserwując jak rośnie i poznaje otaczający go świat. Wzruszył mnie, tak wyznaję to szczerze, los małego łabędziątka. Powiem więcej – nie tylko moje męskie serce załkało Emotikon wink i wkrótce nasz mały bohater stał się ulubieńcem także wszystkich wędkarzy, który na łowisko przybywali już z dodatkowym prowiantem, dla malucha. Każdy nadał mu jakieś imię, ja też. Dla mnie od początku to był Stefek, dla innych Gucio, Szyjka, Kuleczka. Pisząc ten tekst dzisiejszego wrześniowego popołudnia, mogę z dumą zapewnić, że Stefek wyrósł na pięknego łabędzia i choć wciąż jeszcze ma „młodzieńcze” szare zabarwienie nie ujmuje mu to wcale uroku. Zbliża się jednak zima i tym samym kłopot ze zdobywaniem pokarmu. Przed nami więc zadanie – dopilnować, żeby Stefek nie był głodny, a gdyby staw zamarzł (położony jest bowiem w zacienionym miejscu) trzeba będzie naszego bohatera przenieść w inne, bezpieczniejsze miejsce. Mam nadzieję, że przetrwa zimę szczęśliwie z naszą pomocą, bo staw bez niego nie byłby tym samym miejscem.